Łączna liczba wyświetleń
niedziela, 5 czerwca 2011
dedykacja.
patrzę na nich, każdego dnia. patrzę jak wywyższają się, jak krążą w swoich przekonaniach o owej wyższości.. I skąd ta niezdrowa pewność? ale cóż, wiadomo kto najgłośniej szczeka. jakże oni lubią nakładać korony własnym myślom, ideom, czy choćby na te parszywe ryje. A Ty? siedzisz cicho. I nawet nie wiesz jak bardzo przewyższasz tych wszystkich zarozumiałych, pasztetowych zasrańców. Uhh, ależ niemiło zaczęłam. Cóż, w końcu jest poniedziałek.. rano.. zawsze wtedy budzę się z dość specyficznym uczuciem zrównania z ziemią. jakby "ktoś" sprzedał mi mocnego "liścia" w twarz, dodając z uśmiechem "dzień dobry". Ach, ileż sama sobie jestem winna, patrząc na to z drugiej strony. Tak czy inaczej czas ruszyć pupę. jeśli wcześniej się nie chciało, to trzeba teraz.. jak zwykle na sam koniec. studia to fajna sprawa, ale chu*owy kierunek na owych studiach to z kolei "taka powolna destrukcja samego siebie", totalne rozstrojenie i całkiem ciekawy... demotywator (nie lubię tego słowa). Wynoszę się stąd przy najbliższej możliwej okazji. A przynajmniej sobie tak pogadam... A później znów przyjdzie noc. kochana. spokojna i cicha, z tym swoim bezczelnie ujmującym mnie gwiazdozbiorem. 'zamglony świat niech zetnie mróz, na niebie świecił będzie i tak wielki wóz'. Noo...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz