Nie pisałam tutaj od tak dawna.. W sumie nie działo się zbyt wiele. Nic, co by mogło kogokolwiek zainteresować. Ale właśnie za tą rutyną i spokojem tęskniłam. Postanowiłam zaryzykować i postawić wiele spraw na jedną kartę. Cieszę się, że w końcu uporałam się z tym całym bałaganem.. nie tylko swoim. Tym razem nie będę niepokoić się, że to, co dobre zaraz się spierdoli... Jeśli nawet, to już jestem przyzwyczajona. Już potrafię być silna, więc przyjmę to ze spokojem. Mimo, że jeszcze wiele spraw wymaga naprawy i daleko im do normalności, znów mogę przekazać innym motywację i optymizm. W końcu ostatnią rzeczą jaką chciałabym zrobić, to stanowić dla kogoś ciężar. No, ale dość tych monologów chorego człowieka, który nie ma czym się zająć. Nie zrobiłam dziś nic produktywnego. Po raz kolejny. Mój wieczór upływa jedynie na popijaniu owocowej herbatki, wciąganiu otrivinu i czytaniu (od równie przyćpanych lekami na katar ludzi) historii o ślimaczkach gryzaczkach zabierających duszę.. I czytam te brednie, w międzyczasie tracąc przyjaciółkę, jeśli można ją tak nazwać (bo przyjaciel potrafi przyznać się do winy gdy BARDZO zawali sprawę, a nie, do ciężkiej kurwy, próbuje odwracać kota ogonem i mieszać Cię z błotem). Cóż, jeśli coś będzie nie tak, na wszystko jest jedna recepta: anielski spokój.
Jutro zajęcia z grafiki i malarstwa, jak cudnie. Jeśli uda mi się wyzdrowieć do jutra, tydzień uznam za udany już z góry. Jutro kolejny maraton głupich komedii. (tak, mam bardzo niski poziom poczucia humoru). W czwartek Stodoła i jakieś techno party, ale co mi tam... ważne, że jest piwo, swoją muzykę i tak mam gdzieś pod lewym płucem, no i w głowie, a tańczyć i patrzeć na ludzi nikt mi nie każe. W piątek może w końcu uda mi się zahaczyć o Jarkowy akademik. Sobota i niedziela... będzie ciepło, jak w każdy weekend. Jak widać na naukę znów zabrakło czasu. Ups. Są priorytety.. Ale nie lubię zasypiać sama w zimne, ciemne noce... są zbyt piękne by marnować je na sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz