Łączna liczba wyświetleń
czwartek, 27 października 2011
mieszane uczucia.
Niewiele dni a tyle się działo. Raz dobrze, raz źle, ale nie tak, jak zwykle.. bardziej skrajnie. Czuję, że limit szczęścia wyczerpałam w ciągu dwóch dni, mam nadzieję, że z pechem będzie tak samo. W odróżnieniu od poprzedniego miesiąca, w tym postanowiłam po prostu działać a nie cierpliwie czekać aż wszystko samo się ułoży (być może pod pewnym impulsem, ale cóż..). Co zamierzam? na początku pozbywam się szkodników z mojego życia, chwastów, które próbują zatruć moje życie. Tak, koniec dobroci dla tych, którzy nie umieją tego docenić i za plecami odstawiają najbardziej kurewskie akcje. Won plebsie i nie wracać. Pariasy jebane, własnym gównem najchętniej obrzuciliby innych tylko dlatego, że są tępymi, aspołecznymi nieudacznikami i zrazili do siebie ludzi na tyle, że Ci z przyjemnością się na nich wypięli. Pretensje możecie mieć tylko sami do siebie. Dwa, naprawię kilka ważnych relacji... kilka znajomości też trzeba odświeżyć lub zacieśnić. Start: wielkie miłosierdzie dla dwulicowych przyjaciółek a później święto taniego wina u piratów. Może już z tego wyrosłam a jednak cieszę się jak głupia, bo klimat jest przedni.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz