Cieszy mnie fakt, że moje plany i decyzje, tak bardzo krytykowane, wychodzą mi na dobre. Jednak sama najlepiej wiem czego mi trzeba a ludzie, którzy wpakowali mnie w bagno jak zwykle najgłośniej na ten temat szczekają. Potrzebowałam tego urlopu. Nie wyrabiałam nawet na tak banalnym kierunku przez te wszystkie problemy.. Póki co mam przerwę, trochę więc popracuję. Fajnie, że nie jestem tam sama, przynajmniej przez miesiąc. Rafał i Patryk będą mi teraz towarzyszyć codziennie. :) pierwsze dwa dni szkolenia opiliśmy jak zwykle w rock n rollu, a fakt, że dostaliśmy 3 litry piwa za darmo, to też jakiś plus. Pewnie wylądujemy tam ponownie na dniach. Znalazłam też w końcu kluczyk do tej starej drewnianej szkatułki, którą już miałam zamiar piłować i wygrzebałam z niej kilka zapomnianych drobiazgów... i trochę złota. Iście "piracka" zawartość. Aż się miło zrobiło jak przeglądałam zbiór gratów niewidzianych ładny kawał czasu.. W sumie drobne sukcesy to fajna sprawa. Obecnie dręczy mnie tylko jeden problem. Nie będę się rozpisywać, ale: "jeśli ktoś nienawidzi Cię bez powodu, to daj mu dobry powód..." czemu nie. Oczywiście w odpowiedni sposób. Na pohybel skurwysynom, jak zwykle.
Rozkminka na dziś: Jakby nie było i co by się nie działo, nic tak nie stawia na nogi i nie motywuje jak świadomość, że jesteś dla kogoś numerem jeden.. a raczej numerem jedynym.. Cieszę się, że słyszę to tak często z tych jednych ust.. I to, że jedynym minusem w znajomości ze mną jest fakt, że nie zaczęła się chociaż ze dwa lata wcześniej.. Więc już w sumie nie ma znaczenia, że przeszłość usiłowała wedrzeć się między nas, bo przecież... ona nic nie znaczy. Nic. to tylko obustronny żal, że się zdarzyło. to błąd. nigdy niechciany. obrzydliwy w swej postaci, żałosny. do wymazania. Kiedyś te brudy znikną i staram się o nich nie myśleć. Nie zasłużyłam. Mogłabym sobie mówić w kółko i co by to dało..? Dobrze, że teraz na czele jest tylko szczęście i spokój. Przytoczę mniej więcej jedną ciekawą, zasłyszaną dziś wypowiedź, o dziwo z jakiegoś niezbyt mądrego programu.. "To taka reakcja łańcuchowa. Cóż, załóżmy, że choruje Ci mama. Ciężka sprawa. Mama nagle umiera.. I myślisz, że gorzej być nie może.. i wtedy zdycha Ci pies, z przyjaciółmi się nie układa, nie akceptują Ciebie z Twoimi problemami.. Każda sprawa zmierza ku negatywom i nawet małe niepowodzenia dodane do puli szybko wpędzają Cię w poważny, zły stan. Idąc dalej. Nie wytrzymuję z Tobą dziewczyna.. Problemy z mieszkaniem, nie radzisz sobie, pewnie zaraz stracisz pracę. Siadasz i załamujesz ręce. Pytasz: no dobra, co dalej? I wtedy chorujesz.. To już są zgliszcza. Ale na zgliszczach jeszcze tyle zbudowano." Nie zaleciało ani trochę czymś pozytywnym, prawda? no mi też. Ale coś takiego właśnie praktykuję, już sama nie wiem czemu.. Buduję to wszystko, bo.. Taka już jestem... dumna z tego, że jestem silna. Przekładając to na mnie: mama miewa się kiepsko, zdechło moje ukochane zwierzątko, ojciec ma mnie w dupie, babcia to despotka, reszta rodziny to też kiepska sprawa.. Przyjaciele.. kiedyś byli. A i on często ledwo ze mną wytrzymuje nie wiedząc z iloma sprawami naraz muszę sobie radzić. Zupełnie nie pojmują powagi sprawy i tego, co zrobiły mi właściwie najbliższe osoby. Nie ma bliższej mi osoby, która nie zachowała się wobec mnie jak totalna menda.. Co do problemów z mieszkaniem.. szkoda gadać ale planuję wyprowadzkę jak najszybciej.. nie z chęci, z przymusu właściwie. Chorowałam też, więc teoretycznie mało prawdopodobny scenariusz jest jednak całkiem realistyczny.. A ja i tak piszę o minimum.. <koniec monologu>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz