Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 1 listopada 2011

dobrze jest.

No, party hard było, z resztą nie tylko party. Zdjęcie jeśli dostanę, zamieszczę później. Ostatnio w ogóle wszystko idzie na plus.. Znajomi zachowują się jak znajomi, uporządkowałam parę spraw, ogólnie wszystko spoko na tyle, na ile jest to możliwe. Walnę tu jak zwykle jakieś arcy mądre życiowe refleksje, coby post nie był za krótki i żeby dobrze wam się rzygało tęczą. A więc:
Siedząc wygodnie przed komputerem, zanurzając zdradzające męczącą noc oczy w internetowych treściach trafiłam na dość popularne pytanie.. czy można kogoś kochać i nienawidzić jednocześnie? jest to pytanie, na które być może na da się jednoznacznie odpowiedzieć, ale co mi szkodzi pokazać tu swoje stanowisko oparte na pewnych doświadczeniach.. Kiedyś, będąc młodszą i trochę głupszą, myślałam "no tak, oczywiście." byle gest mógł być powodem do odczuwania emocji pokrewnych z nienawiścią.. Teraz uważam, że to niemożliwe.. że to się wyklucza. Odczuwanie tak skrajnych emocji w kierunku jednej osoby nie jest normalne.. rozumiem wszystko.. Nie potrafię nienawidzić osoby, którą kocham, kochałam itd.. Chociaż, gdyby sięgnąć pamięcią kilka lat wstecz, to o takiego sukinsyna, którego obdarzyłam szczerym i jakże altruistycznym uczuciem ciężko nawet w dzisiejszych czasach. I co by mi nie zrobiła, czego bym nie mówiła, czego on by mi nie zrobił (a zrobił wiele złego) mięknę i boli mnie ten dystans, który muszę zachować żeby człowiek ten całkowicie mnie nie zniszczył i nie wykorzystał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz